Kiedyś mówiono, że las rośnie powoli, z pokorą, poza rytmem politycznych kadencji. Dziś mam wrażenie, że drzewa muszą nadążać nie tylko za porami roku, ale i za konferencjami prasowymi. Wystarczy spojrzeć na ostatnią Ogólnopolską Naradę o Lasach – z założenia miała być merytorycznym spotkaniem ekspertów, a momentami przypominała giełdę haseł i deklaracji, z których część trafiłaby raczej na plakaty wyborcze niż do planów urządzania lasu.
Nie twierdzę, że wszystkie intencje były złe. Twierdzę, że za dużo w tym gry pozorów – a za mało świadomości, że las potrzebuje decyzji opartych na wiedzy i prognozach klimatycznych, a nie na sondażach opinii publicznej. Stąd pierwsza teza, której chciałbym bronić: polskie lasy trzeba odpolitycznić, i to pilnie. Dzisiaj więcej im szkodzi gorączka medialna niż mróz.
A tymczasem klimat robi swoje. Susze, wichury, korniki i choroby nie pytają o zdanie posłów ani działaczy. Nie ma więc sensu pielęgnować przekonania, że sama ochrona bierna uratuje ekosystemy. To trochę jak z ludźmi – możemy chcieć, by nasi najstarsi żyli jak najdłużej, ale jeśli odmawiamy im lekarstw, to nie troska, tylko złudzenie opieki. Drzewo stuletnie to pomnik przyrody – i jednocześnie organizm słabnący. Z punktu widzenia bilansu węgla dużo skuteczniej działają młode, intensywnie rosnące drzewostany, które chłoną CO₂ jak gąbka.
Owszem, gdzieś znajdzie się nadgorliwy harwester i źle zaplanowaną wycinkę. Ale przez dekady lesistość Polski wzrosła z 20,8% w 1950 r. do niemal 30% dziś. Zasoby grubizny? Ponad trzykrotny wzrost – z 900 mln m³ do 2,6 mld m³. To efekty pracy ludzi, których łatwo jest dziś krytykować, a trudniej zrozumieć. Większość leśników wykonuje swoje zadania z autentycznym oddaniem – nie widać tego w telewizyjnych migawkach, ale widać w młodnikach rosnących tam, gdzie kilka lat temu był zrąb.
Przebudowa drzewostanów – wprowadzanie gatunków odpornych na suszę, mieszanie gatunków, odmładzanie wiekowej struktury – to nie fanaberia. To odpowiedź na pytanie, czy chcemy w przyszłości lasów zdrowych, czy tylko takich, które dobrze wyglądają na zdjęciu.
Bo las – w przeciwieństwie do polityki – nie da się „przegłosować”. Albo go mądrze kształtujemy, albo będziemy świadkami jego powolnego rozkładu. I może wtedy zrozumiemy, że najbardziej zielona obietnica to ta, którą dajemy w ciszy, między drzewami – bez kamer, bez plakatów, z myślą o pokoleniach, których jeszcze nie znamy.



